Wprawdzie od majówki minęło już trochę, ale dopiero teraz mam siłę i czas spokojnie opisać całą sytuację...
Ostatniego kwietnia wieczorem pojechaliśmy z Małym do moich rodziców, ponieważ TŻ miał zrobić malowanie. Wiadomo, zapach farby i wszędzie porozwalane rzeczy nie są najlepsze dla dziecka.
Wszystko było w porządku.
1 maja poszliśmy do sąsiadki rodziców, która jest fryzjerką, żeby podcięła troszkę włoski Krystiankowi, bo miał długie ale bardzo rzadkie i cieniutkie.